Maść dla karmiących mam

ⓒ Kinga Stepniak / maść dla karmiących mam

Początki karmienia piersią bywają trudne. W moim przypadku mleczna produkcja rozpoczęła się w trzeciej dobie po porodzie. Synek był przystawiany do piersi od samego początku aby pobudzić laktację. Nie trudno się domyślić, że bardzo się denerwował gdy nie było pokarmu. Chwytał piersi odruchowo i bardzo mocno. Czułam ból. Jedna z położnych, która obserwowała te zmagania poleciła mi lanolinę lub balsam do brodawek sutkowych. Zapowiedziała, że lada chwila pojawią się podrażnienia i pęknięcia. Właściwie nie pomyślałam o tym kompletując wyprawkę. Nie przypuszczałam, że będzie tak ciężko. Chyba wypierałam ze świadomości wszelkie komplikacje, aby ograniczyć poziom stresu.. Karmienie piersią nie było dla mnie prostą intuicyjną czynnością. Potrzebowałam sporo  treningu aby dotrzeć do momentu względnego zadowolenia. Nie było łatwo, ale się nie poddałam:) Korzystając z podpowiedzi pielęgniarki poprosiłam męża, aby kupił w aptece coś, co poprawi kondycję moich piersi. Nie dziwi mnie, że zaufał farmaceutce, zasugerował się jej opinią i kupił krem, który miał mi pomóc. Okazało się, że kosmetyk składa się głównie z oleju mineralnego. Na ulotce przeczytałam, że należy nałożyć 2-3 centymetrową warstwę mazidła i owinąć piersi gazą. Nie byłam zadowolona z takiego rozwiązania jednak nie miałam wyboru. Gdy tylko wyszłam ze szpitala postanowiłam kupić lanolinę. Kiedy już miałam ją w rękach poczułam wstręt. Kolor i zapach tej substancji pozostawia wiele do życzenia..To była lanolina do produkcji maści aptecznych, okropność, ale skuteczna. Czytałam, że można też nabyć wysoko oczyszczoną bezzapachową lanolinę. W mojej okolicy jej nie znalazłam, nie miałam czasu czekać na przesyłkę, musiałam działać szybko..(Wówczas wyprawa do najbliższej apteki była już ryzykowna. Mały zostawał z tatą i w każdej chwili mógł się obudzić i zażądać piersi). Postanowiłam jakoś zaprzyjaźnić się z tą śmierdzącą brunatną mazią. Może zmieszać ją z czymś pachnącym? Po powrocie  do domu zajrzałam do moich kosmetycznych składników. W oko wpadł mi olej z nasion granatu. Ma silne działanie przeciwzapalne i piękny zapach. Warto też dodać coś przyśpieszającego gojenie. Takie działanie ma olej z nasion dzikiej róży. Masło shea także sprawdza się w pielęgnacji poranionej skóry. Przydałoby się jeszcze coś antybakteryjnego i nadającego olejom stałą konsystencje czyli wosk pszczeli. Zrobienie maści zajęło mi chwilkę.  Połączyłam składniki w słoiczku pływającym w gorącej kąpieli wodnej. Mieszałam wszystko do momentu rozpuszczenia się wosku. Następnie zostawiłam mazidło do ostygnięcia.

Trudno powiedzieć ile czasu stosowałam miksturę. Koiła i zmniejszała podrażnienia. Nakładałam cienką warstwę maści po karmieniu. Następnie zmywałam mokrym gazikiem przed karmieniem. Obecnie już nie używam jej do piersi, bo te mają się dobrze, lecz do pielęgnacji zabliźniającej się rany po cesarskim cięciu. 

Receptura :

  • masło shea 6g
  • lanolina 3g (najlepiej hipoalergiczna)
  • olej z nasion dzikiej róży 2g
  • olej z nasion granatu 2g
  • wosk pszczeli 1g  (oczyszczony – do wyrobów kosmetycznych)

Warto dodać taki kosmetyk do wyprawki gdy oczekujemy pierwszego dziecka. Nie proponuję go mamom uczulonym na wosk pszczeli i lanolinę. Chociaż oczyszczone hipoalericzne produkty mogą być dla nich rozwiązaniem. Trzeba jednak wcześniej sprawdzić czy nie występuje reakcja alergiczna. Jeśli nie macie czasu ani chęci na mieszanie, polecam zakupić krem z naturalnymi składnikami o właściwościach przeciwzapalnych i przyśpieszających gojenie. Warto przetestować maść jeszcze przed porodem. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s